33rd Degree 2013 – okiem uczestnika

Od 13 do 15 marca miałem przyjemność uczestniczyć w konferencji 33rd Degree. W tym roku była ona zorganizowana w Warszawie – zmiana miejsca spowodowana była problemami ze znalezieniem odpowiednio dużej sali w Krakowie, gdzie 33rd Degree odbywało się rok temu. Nie zmieniło się natomiast jedno – bardzo wysoki poziom merytoryczny prelekcji.

Zaproszeni prelegenci byli w ogromnej większości świetni, i praktycznie z każdego wykładu dało się wynieść całą garść przydatnych informacji. Większość z nich prowadzona była aż w 6 różnych ścieżkach, więc uczestnicy mieli możliwość wybrania tego najbardziej interesującego. Na konferencji pojawili się m.in. Dan North, Ted Neward, Adam Bien, czy uwielbiany przez publiczność Venkat Subramaniam. Na wykładach tego ostatniego sale znów się nie domykały. W przerwach pomiędzy wykładami można było odwiedzić reprezentantów przeróżnych firm na ich stoiskach. Trzeba przyznać, że niektórzy wymyślili bardzo ciekawe metody na przyciągnięcie jak największej ilości chętnych i zachęcenie ich do pozostawienia swoich danych. Atlassian na przykład rozdawal koszulki Angry Nerds, a Plumbr serwował shoty Finlandii. To ostatnie, mimo że nie trwało długo, było bardzo skutecznym zabiegiem. Producent oprogramowania wykrywającego wycieki pamięci nie odpowiadał jednak za problemy z pamięcią spowodowane akcją promocyjną :) Ciekawie zaprezentował się też Luxoft – można było u nich pograć w Guitar Hero, lub też sprawdzić się w FPSie na 3 monitorach 3D (rzućcie okiem do galerii pod tym wpisem). Reszta standów wyglądała już bardziej standardowo – jeśli ktoś był zainteresowany różnego rodzaju gadżetami, to nie mógł narzekać. Samych stanowisk, przez rozmiar konferencji, było naprawde sporo – osoby szukające nowego miejsca pracy na pewno miały w czym wybierać. Jeśli chodzi o organizację „całej reszty”, czyli wszystkiego poza prelekcjami, to można powiedzieć, że było bardzo dobrze. Jak zwykle było kilka rzeczy nad którymi można popracować, ale na początku skupmy się na pozytywach. Przede wszystkim było więcej miejsca niż rok temu, mimo prawie dwukrotnie większej ilości uczestników. W przerwach wciąż było tłoczno, ale nie tak jak w 2012. Kolejnym wielkim plusem jest fakt, iż organizatorzy zadbali o zorganizowanie czasu po wykładach – w pierwszy i drugi dzień do holu wjeżdzały skrzynki z piwem, z którego można było korzystać do wyczerpania zapasów. Efekt był bardzo fajny – w luźnej atmosferze można było porozmawiać ze współuczestnikami, z których sporo przyjechało spoza granic naszego kraju. W drugi dzień Luxoft dodatkowo umilił picie piwa występem zespołu grającego bez instrumentów – coś jak Audiofeels. Ogólnie było naprawdę bardzo miło. Miłośników książek informatycznych w papierowym wydaniu na pewno ucieszyło stoisko wydawnictwa O’Reilly. Podobnie jak rok temu, można było je kupić ze sporą zniżką. Jeśli chodzi o rzeczy mniej udane, to moim zdaniem można wymienić tutaj catering. Nie zrozumcie mnie źle, była kawa, herbata, soki i ciastka, ale odniosłem wrażenie, że rok temu, dla mniejszej ilości osób, stołów z róznymi smakołykami było więcej. W tym roku w przerwach między wykładami zrobienie sobie herbaty czasami urastało do rangi nie lada wyczynu. Kolejna sprawa to otwarcie konferencji o godzinie 8 rano. Jeśli ktoś mieszkał w Warszawie, to nie było większego problemu. Jeśli ktoś musiał dojechać, np. z Krakowa, a wcześniej jeszcze pospać kilka godzin, to miał dwa wyjścia – albo pojechać dzień wcześniej, albo opuścić co najmniej pierwszy wykład. Osobiście wolałbym nie być stawianym przed takim wyborem. Wciąż aktualny pozostaje również problem obiadu na konferencji, a raczej kolejki, w której trzeba stać, by wogóle go dostać. Nie wiem, czy da się go jakoś sensownie rozwiązać. Wiem za to, że organizatorzy tegorocznej edycji też chyba nie wiedzieli. Niektóre osoby, z którymi miałem okazję zamienić kilka słów pomiędzy wykładami, zwróciły również uwagę na to, że pierwszy dzień dużo bardziej skupiał się na lżejszych wykładach, podczas gdy dzień drugi raczył uczestników dużymi ilościami kodu i bardziej skomplikowanymi zagadnieniami. Być może sensowne byłoby przemieszanie tematów, bo po drugim dniu rzeczywiście można było odczuć dużo większe zmęczenie.

Niech Was jednak te drobne narzekania nie zniechęcą – tegoroczne 33rd Degree było znakomita konferencją z genialnymi prelekcjami. Myślę, że nie ma osoby, która żałowałaby uczestnictwa w niej. Ja natomiast już nie mogę się doczekać kolejnej edycji – kto wie, może jedno z powstających w Krakowie centrów konferencyjnych zaspokoi przyszłoroczne potrzeby organizatorów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>